Spotkanie formacyjne dla rodziców dzieci z kl. III

parafia-serpelice

Serdecznie zapraszamy rodziców dzieci z kl. III na drugie spotkanie formacyjne na sobotę 29 X na g. 19.00 do kościoła.

Konferencja Pani Elżbiety Marek pt: „Przygotowanie do I Komunii Świętej”:

I etap

Cały świat wokół mnie stał się wyrazisty. Przemawiał do serca każdy szczegół przedtem ginący w poszarzałym tle: różnorodność barw, śpiew ptaków, ruchliwe niebo. Moje serce śpiewało Bogu pieśń wdzięczności za dar życia, które było we mnie. Pamiętam, że poszliśmy wtedy z mężem na Mszę Świętą i dziękowaliśmy Jezusowi skrytemu w Hostii za dzieciątko, które powierzył nam z takim zaufaniem. Prosiliśmy Tego, który jest źródłem wszelkiej miłości i życia, o to, żeby kiedyś, gdy będzie już dojrzałe do świadomych wyborów, chciało iść za Nim. Już wtedy prosiliśmy o to i dzisiaj, gdy nasze dzieci są większe, na pierwszym miejscu modlimy się o żywą wiarę dla nich, żeby nigdy nie odłączyły się od Źródła i pragnęły Pokarmu, bez którego nie można naprawdę żyć – Eucharystii. Kiedyś, zanim jeszcze Bóg obdarzył mnie łaską macierzyństwa, usłyszałam od mądrej osoby, że gdy mama oczekuje narodzin swojego dziecka i karmi się Eucharystią, również maleństwo w jej łonie ogarnięte jest szczególną łaską. Wierzę, że tak jest – już wtedy mama może rodzić je duchowo.

II etap

Często było trudno uczestniczyć we Mszy Świętej z małymi dziećmi. Nawet bardzo trudno… Niemożność skupienia, koncentracja na nich nie tylko dlatego, że mogą przeszkadzać innym, ale żeby je zainteresować, wskazać na coś, co będzie pożywką dla ich umysłu i serca (znudzone dzieci są straszliwie męczące). Odpowiadaliśmy, najciszej jak się dało, na mnóstwo pytań: „Jak taki duuży Bóg może zmieścić się w takiej maleńkiej Hostii. Dlaczego ludzie pokazują Panu Jezusowi język (chodziło o przyjmowanie Komunii Świętej). Ksiądz to może coś robić przy ołtarzu, a my nie. Dlaczego? (Może dlatego wszyscy trzej zostali potem ministrantami). Kto tak strasznie skrzywdził Pana Jezusa? (Pytał Józio, patrząc na ogromny krzyż za ołtarzem)”. Wciąż słyszeliśmy pytania: „Dlaczego…, dlaczego…?”. Zdarzało się, niestety, że trzeba było wynieść któreś do kruchty, bo wokół naszego kościoła nie było placu. Nasze starania przebiegały dwukierunkowo: ciągły wysiłek, żeby uszanowały to miejsce, poczuły sacrum, oraz starania, aby zainteresowały się tym, co dzieje się podczas Liturgii. Najczęściej zwracaliśmy ich uwagę na moment Przeistoczenia, mówiąc: „Teraz Jezus przychodzi na ołtarz. Jest ukryty w białej Hostii”. Innym razem dawaliśmy im zadania: „Dzisiaj spróbuj zauważyć, kiedy Pan Jezus przyjdzie na ołtarz”. Ciekawe czy zapamiętasz, jakie słowa mówi ksiądz na końcu Mszy Świętej? Pomyśl, co możesz Jezusowi ofiarować www.radiomaryja.pl Strona 1/4 podczas przygotowania darów”. Robiliśmy z dziećmi małe, kolorowe książeczki podzielone na części odpowiadające częściom Mszy Świętej. Dzieci wpisywały czy wklejały wiążące się z nimi obrazki i modlitwy. Gdy przystępowaliśmy do Komunii Świętej, nasze dzieci szły obok nas, a najmłodsze zazwyczaj było na ręku. Jeden z kapłanów w naszej parafii miał piękny zwyczaj robienia znaku krzyża na czołach dzieci, dodając: „Ty jeszcze musisz trochę poczekać”. Robiło to na nich duże wrażenie i pamiętają „miłego księdza Floriana” do dzisiaj. Pamiętam też takie ciekawe, a czasem zabawne stwierdzenia dzieci. W Wielki Piątek, podczas śpiewania przy przenoszeniu Najświętszego Sakramentu do Grobu pieśni pt. „Dobranoc Panie Jezu”, nasza córeczka powiedziała: „Wcale nie dobranoc, tylko chodź z nami”. Kiedy tatuś zapytał Stasia, przygotowującego się do wcześniejszej I Komunii Świętej, kto jest najwyższym kapłanem, ten bez namysłu odpowiedział: „Ten ksiądz w okularach”. Można byłoby wymieniać mnóstwo śmiesznych pomyłek w tekstach pieśni czy modlitw, typu: „Naprzód przebojem młodzi rycerze do walki z duszą i ciałem”, ale świadczą one o dziecięcym zaangażowaniu w to, co się działo. W tym miejscu chciałabym podzielić się kilkoma refleksjami na temat życia duchowego rodziców, którzy mają małe dzieci. Często byliśmy zapracowani, zabiegani. Cały dom krążył wokół potrzeb małych osób. Modlitwa prawie zawsze z nimi, czytanie Ewangelii dla nich, uczestnictwo we Mszy Świętej prawie zawsze z nimi, a w domu przecież zawsze jest coś do zrobienia… i nawet nie zauważyliśmy, jak nasze osobiste życie wewnętrzne zamiera, zanika osobista modlitwa. To jest duży błąd, gdy wpatrzeni w dzieci i ich potrzeby idziemy tylko dziecięcymi drogami, bo wtedy nasze działania mogą stać się bezowocne. Nasze życie duchowe promieniuje na dzieci, jeśli jesteśmy bardziej otwarci na działanie Pana Boga w nas, bardziej wrażliwi na delikatne działanie Ducha Świętego. My, rodzice, którzy też jesteśmy Bożymi dziećmi i tym samym starszymi braćmi w wierze naszych dzieci, bardzo potrzebujemy Boga, aby móc kochać. Eucharystia – Ofiara Jezusa z miłości do nas – daje siłę do oddawania swojego życia z miłości do tych, wśród których żyjemy, by być ziarnem, które musi obumrzeć, żeby przynieść owoc. Można powiedzieć, że życie eucharystyczne jest nieustanną drogą pod prąd :

– modlitwa z wiercącymi się dziećmi (łatwiej byłoby jej zaniechać),

– ciągłe wyszukiwanie sposobów lepszego przekazania treści,

– interpretowanie wydarzeń w duchu wiary,

– odrzucanie łatwego, telewizyjnego przekazu, dając coś w zamian (to wymaga czasu),

– trud wychodzenia na Mszę Świętą – szatan atakuje najsłabsze ogniwo, żeby nas zdenerwować i chociaż trochę osłabić,

 – trzeba iść czasem wbrew opinii rodziny czy otoczenia, bardziej słuchać Boga niż ludzi. Wiemy już, że trzeba kochać i siać, nie czekając niecierpliwie na efekty – zbiory. Niecierpliwość niszczy delikatną roślinkę wiary naszych dzieci. Nie trzeba martwić się na zapas, bo Jezus powiedział, że każdy dzień ma dosyć swej troski. Z Eucharystii czerpiemy siłę do robienia z wielką miłością małych, codziennych rzeczy. Możemy odrzucić nasze idealne chcenia, wyobrażenia, szukanie siebie. Opierając się na Nim, mamy siłę, by skarcić dziecko, czegoś od niego wymagać, a nie bawić się nim czy chcieć je mieć dla siebie. Eucharystia daje nam wolność nawet wobec najbliższych, by móc ich kochać bezinteresownie. „Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z Mego powodu, znajdzie je” (Mt 10, 39).

III etap

Trzeci etap przygotowania do I Komunii Świętej trwa rok lub dwa lata w ramach katechezy w szkole. Dwa razy w tygodniu. Jest to i dużo, i mało, choć Pan Bóg może działać zawsze. Kiedyś byłam świadkiem nawrócenia się rodziców dzięki przygotowywaniu się do I Komunii Świętej ich dziecka. Ono przyjęło pierwszy raz Pana Jezusa, oni – sakrament małżeństwa. Czasem rodzice z okazji I Komunii ich dzieci po wielu latach przystępują do spowiedzi i nie jest to spowiedź rutynowa. Pan może działać, jak chce, ale dał dzieciom rodziców, by pomogli im rozwinąć dar, który otrzymali na chrzcie. Czas I Komunii Świętej jest zawsze wielką łaską dla całej rodziny i dla innych osób, za które dzieci się modlą. Nasz Staś ofiarował swoją I Komunię Świętą za pana, który popadł w uzależnienie alkoholowe. Wielkie było nasze zdumienie, gdy później dowiedzieliśmy się, że ten człowiek przestał pić. Jakże byliśmy małej wiary! Tak łatwo odwrócić uwagę dzieci od spraw ważnych, więc uprośćmy to wszystko, co da się uprościć – co nie jest ważne, żeby mogło skoncentrować się na Jezusie, żeby On nie był dodatkiem do ceremonii, stroju czy przyjęcia. Nie wpadajmy też w panikę, widząc „kalendarium wydarzeń komunijnych związanych z akcją liturgiczną” (przeczytałam to z karteczki informacyjnej, którą trzymała jedna mama w pewnej parafii). Dobrze jest, gdy dzieci mają stroje liturgiczne i przystępują do Komunii z rodzicami, gdy nie muszą uczestniczyć w „weselu pokomunijnym”, gdy nie zostaną zarzucone prezentami, które przykrywają szczelnie największy Prezent. To, co najważniejsze, dzieje się w sercu i módlmy się, żeby nikt temu nie przeszkodził. Pan przychodzi tak cicho, że ciszy potrzeba, tak prosto, że można Go nie zauważyć, więc trzeba prostoty słów niewielu, czujności drżącego serca, by Go usłyszeć. Biała Hostia, w której jest Niebo, więc tylu zbędnych ozdób nie trzeba.

IV etap

Ten etap trwa od I Komunii Świętej do dorosłych wyborów dokonywanych przez nasze dzieci, może nawet do końca życia. To trudny etap, bo trwa duchowa walka o dusze naszych dzieci. Ileż myśli pełnych niewiary, pustych, lecz chwytliwych tekstów. Właśnie teraz trzeba z nimi być, czuwać, przypominać, nie poddawać się, a przede wszystkim – poza sceną działań – modlić się i ofiarowywać swoje życie za nie, wciąż je rodzić, tylko inaczej niż kiedyś… To chyba jest najtrudniejsze. Ktoś kiedyś powiedział, że kto ma małe dzieci, nie może spać, kto ma duże – nie może żyć. Może jest w tym coś z prawdy, ale przecież Pan w Eucharystii zawsze na nas czeka i pragnie obdarowywać. On dodaje sił i uzdalnia do ofiarnej miłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *